prawda o względności 2007-01-29 21:05:02

Wszystko jest absolutne.

Wszystko jest względne.


(Aby zainspirować się, wybierz zdanie z którym Ci mniej wygodnie :)

skomentuj (4)

związkowe namiastki 2006-10-30 17:20:58

Czujesz się samotny?

Samotność to, tak naprawdę, brak połączenia ze sobą. Ludzie którzy je mają mogą czasem tęsknić za towarzystwem ludzi, ale nie cierpią kiedy są jego pozbawieni. W kwestii pewnych podstawowych potrzeb są samowystarczalni.
Jeśli nie masz połączenia ze sobą, jak chcesz to rozwiązać dzięki innej osobie? Przecież to twoje okno na świat jest zamknięte, to twoje miasto cierpi głód, ponieważ pozamykałeś wszystkie bramy. Jak ktokolwiek inny może Ci coś dać, jeśli sam tego nie przyjmujesz? Ba, jeśli sam nawet nie jesteś w stanie tego odebrać -- bo skoro nie masz połączenia ze sobą, to kto ma poczuć tę miłość i bliskość? I czym? Wyrwiesz komuś serce i zastąpisz nim swoje?

Miłość do drugiej osoby jest nierozerwalnie związana z miłością do siebie. Nie oznacza to że bez miłości do siebie nic nie poczujesz, ale że twój związek będzie namiastką. Będzie zachłannym rzucaniem się na te strzępki które w jakiś sposób dostały się do twojego wnętrza.
Możesz powiedzieć że lepszy rydz niż nic. To twój wybór i w niektórych przypadkach może mieć sens, zwłaszcza jeśli nie zamierzasz rozszerzać swoich horyzontów. Ale jeśli tak jest, to nie wiem jakim cudem doczytałeś aż tu, ale lepiej natychmiast przestań ;)

A co z okazywaniem miłości, czułości, wrażliwości, czy do tego nie jest wymagana druga osoba?
Odpowiedź jest prosta: nie. Doświadczanie tych cech jest piękne, jednak jeśli nie masz miłości do siebie to nadal będzie walka. I uwierz, wtedy o wiele większe spełnienie da ci okazanie tego... właśnie sobie. Można okazać to na wiele sposobów.
Rozejrzyj się po swoim domu, mieszkaniu czy pokoju. Co to miejce mówi? Czy jest ci bliskie, czy dbasz o nie, czy starasz się aby żyło ci się w nim jak najprzyjemniej, czy po prostu siedzisz na walizkach (ew. bałaganie? ;) Możesz wyrazić czułość zwyczajnie porządkując pewne miejsca, albo ustawiając wszystko na bardziej pasujący ci sposób.
Co robisz? Czy to płynie z serca i sprawia ci radość, czy raczej jest to przymus? Posłuchaj siebie, tego co najbardziej chcesz zrobić -- i zrób to. Nawet jeśli to coś tak małego jak poprawienie uwierającego kołnierzyka czy wypicie kubka ciepłej herbaty zamiast nalania sobie wody.
Jak zachowujesz się wobec innych: ludzi, zwierząt, przedmiotów? W jaki sposób na nie patrzysz, czy pozwalasz się sobie cieszyć tym widokiem i waszą interakcją, czy też robisz to co musisz i jak najszybciej to kończysz? Zatrzymaj się by powąchaj przysłowiowe róże :) Pozwól sobie na swobodę w rozmowie ze spotkaną osobą.

Przejawiaj siebie. W ten sposób nauczysz się odpowiedniego dla siebie przejawiania czułości, które będzie twoje, a nie kalką tego co widziałeś u innych. I z każdym takim przejawem czułości zdołasz odkryć cząstkę siebie i pokochać ją. A wtedy nawet zwyczajny spacer da ci o niebo więcej miłości i spełnienia niż niegdyś wieczór z ukochaną osobą.

Nie wspominając już o tym jak teraz będzie wyglądał wspólny wieczór, kiedy będziesz wiedział że jesteś samowystarczalnym źródłem i że razem możecie mnożyć wasz nadmiar miłości :)

skomentuj (3)

Ogród Miłości 2006-07-25 20:18:21

Do ogrodu miłości wstąpiłem,
Nie poznałem go - aż tak sie zmienił,
Kaplica w nim stała na środku
Gdziem niegdyś się bawił w zielni.

Kaplicę zamknięto na głucho
Ktoś "Nie będziesz..." wypisał nad drzwiami
Więc udałem się do ogrodu,
Co cieszył tyloma kwiatami

Zobaczyłem, że pełno w nim grobów,
Szare płuty w nim były, nie kwiaty
W czerni snuli się mnisi, przechodzili wciąż cisi
Wiążąc cierniem bez litości moje żądze i radości.


(Willam Blake, w przekładzie Krzysztofa Puławskiego)

skomentuj (4)

pokochać siebie 2006-07-12 16:22:30

"Nigdy nie pytaj po co istniejesz. Istniejesz dla siebie.
I zanim nie zdasz sobie z tego sprawy, wiele rzeczy cię ominie. Głębia twego istnienia bezustannie wyczekuje kogoś, kto cię pokocha dla ciebie samego. Dla niczego więcej -- tylko dla ciebie. Wyczekuje kogoś, kto powie: "Kocham cię dla samej miłości. Kocham cię takim, jaki jesteś. Kocham cię, bo jesteś. Kocham cię, twoje istnienie, i nie ma w tym żadnego celu".
Zanim pojawi się ktoś, kto pokocha cię bezcelowo, nie poznasz chwały życia. Pamiętaj -- w tej bezcelowości ukryta jest cała doniosłość życia. Gdy ktoś pokocha cię celowo, zredukuje cię do przedmiotu. Jesteś towarem, a on nabywcą." (Osho)

Kiedy pokocha cię ktoś inny... A ty sam? Czy jesteś w stanie pokochać siebie dla samej miłości?
Nie dlatego, że rozwijasz się duchowo. Nie dlatego, że musisz się zmienić, a przeczytałeś że miłość do siebie jest podstawą zmiany. Nie dlatego, że chcesz wreszcie jakoś znieść swoją obecność.
A dla samej miłości.
Zresztą inaczej nie da się tego zrobić, nie można oszukać samego siebie. Wewnątrz będziesz wiedział że kochasz siebie tylko po to, aby coś osiągnąć i nie będziesz ufać tej miłości. Stanie się ona tylko środkiem do celu, kolejnym krokiem na drodze udoskonalania siebie -- bo przecież nie jesteś doskonałym, skoro nie możesz kochać siebie bez powodu. Pojawi się kolejny cel, który zacznie wymachiwać flagą "szczęście -- tylko tutaj!" a ty rzucisz się za nim w pościg. Przestaniesz istnieć dla siebie, zaczniesz istnieć dla swoich celów.

Pomyśl czy kochasz siebie dla samej miłości. Przyznaj się przed sobą jeżeli tak nie jest. Jeśli uważasz że musisz stać się innym, aby zasłużyć na tę miłość, albo że kochanie kogoś innego jest bardziej szlachetne, nie zrozumiałeś sensu miłości. Stała się dla ciebie towarem, który czemuś służy, pojawiły się kolejne sztuczne cele. A kiedy je spełnisz (o ile w ogóle ci się to uda) dostaniesz wielką nagrodę w postaci...
namiastki tego, co możesz mieć już (i tylko) tu i teraz.

skomentuj (5)

bajka o złotym domu 2006-02-24 14:33:48

Znalezione w pewnym archiwum :)

Był sobie chłopiec. Mieszkał w domu na wzgórzu, pod którym rozciągała się zalesiona dolina. Po drugiej stronie doliny, również na wzgórzu, stał dom. Każdego zachodu słońca promienie oświetlały dom poprzeciwległej stronie. Chłopiec zawsze patrzył na to jak urzeczony, oglądając połysk odbijający się w złotych oknach. W swojej wyoraźni zapełniał już wielkorotnie ów złoty dom różnymi mieszkańcami:książętami, bogaczmi, mędrcami. Marzył że kiedyś dorośnie, a wtedy przejdzie przez dolinę i sam zawita w tym wspaniałym domu.
Pewnego wieczora, gdy jak zawsze patrzył na zachód słońce oświetlający dom, chłopiec nie wytrzymał i postanowił przeprawić się tam już tej nocy. Zabrał drobny bagaż, latarkę i wyruszył. Droga nie była łatwa, bowiem przez dolinę nie biegła żadna droga. Chłopiec przedzierał się przez las całą noc, i dopiero nad ranem dotarł w pobliże domu ze swoich marzeń. Wyczerpany usiadł i oddał się po raz ostatni marzeniom, że już wkrótce będzie spacerował po zalanych złotym blaskiem korytarzach i pozna ludzi mieszkających tam.
Brama była otwarta, chłopiec więc puścił się biegiem przez pełną wielkich drzew aleję i stanął wreszcie przed drzwiami dworu. Jak wielka była jego rozpacz, gdy zobaczył że drzwi już dawno przegniły, wiele okien było wybitych a cały dom od dziesiątek lat opuszczony. Wnętrze też okazało się puste, dawno już złupione przez okolicznych mieszkańców.
Chłopiec wybiegł przed bramę, usiadł na kamieniu i zaczął gorzko płakać, że oto utracił złocisty dom swoich marzeń. A kiedy wreszcie zabrakło mu łez, podniósł się i spojrzał na dolinę. Nagle po drugiej stronie coś błysnęło. Wtedy chłopiec zobaczył, że oto nadszedł świt, a promienie słońca lśniły złoto w oknech jego własnego domu.
Chłopiec uśmiechnął się do siebie: powracał z pustymi rękoma, a jednak o wiele mądrzejszy i bardziej doświadczony. Droga powrotna była mu znana a porócz tego było już jasno, więc nieco spóźnone śniadanie jadł już w domu o złotych oknach, domu z jego marzeń.

skomentuj (0)

czysta miłość vs poświęcenie 2005-08-07 19:09:58

Czysta miłość nigdy nie stawia dobra drugiej osoby ponad twoje.
Zatoczyłem się gdy to usłyszałem, w mniejszej części dlatego że pojawiło się niespodziewanie, jako odpowiedź na pytanie zadane godzinę temu. W większej części dlatego że było tak, no, szokujące.
CO??? Czy ty wiesz co mówisz? Przecież właśnie postawiłeś na głowie podstawowe założenie chyba całej teologii i etyki!
Obstaję przy swoim. Czy oświecony poświęciłby swoje dobro (Najwyższe Dobro!) aby komukolwiek pomóc? Albo zdołałby mu pomóc, albo nie. Jeśli nie, to nie z własnej winy a z winy osoby której pomaga, ponieważ nie jest otwarta na więcej.
"O Boże" powiedziałem na głos, ponieważ to stwierdzenie było tak logiczne -- i tak porażające.
No ale matka poświęcająca życie z miłości do dziecka?
To jest działanie, nie miłość. To poświęcenie, ofiara. Metoda jakiej używają ludzie którzy nie mają uporządkowanych intencji.
Ale co mają intencje do miłości?
Miłość nie istnieje w oddzieleniu od poznania rzeczywistości. Miłość jest jego wynikiem. Rozumiesz że świat jest piękny, więc kochasz. Inaczej możesz mieć przebłyski, albo wyobrażenia.
No dobrze, to ma sens...
Czy dla czyjegoś dobra czysta miłość odcięłaby się od samej siebie?
To się robi zakręcone... Nie, oczywiście że nie. Ale chodzi przecież o to aby kochać pomimo wszystko, niezależnie od tego co robi z nami świat!
Po pierwsze to nie świat robi z nami, a my robimy sobie za pomocą świata. Po drugie, gdybyś tak "kochał" to na pewno chciałbyś przekonać innych do podobnej "miłości". Przecież nic tak nie wkurza cierpiętnika i ofiary jak szczęśliwy człowiek, który nie potrzebuje poświęceń. Po trzecie: wbij sobie wreszcie do głowy, że miłość nie jest żadną ciężko wypracowaną cnotą, a jednym z elementów całego systemu jakim jest działanie w świecie. Elementem który sam z siebie nie będzie działał.
A więc na tym polega cała ta gra w cierpienie? Że mamy możliwość wyboru z jakiej perspektywy działać i komu pomagać, zależnie od tego jaką strategię obierzemy, taką zapłacimy cenę... A miłość stoi i przygląda się z boku.
Tak, bo miłość nie ma nic wspólnego z ceną i żadnej ceny nie żąda.
Klarując wszystko: od nas zależy kim się otaczamy. Miłość samoistnie prowadzi nas do miłości, więc ludzie o czystych intencjach będą się do siebie garnąć. Wśród takich ludzi poświęcenie nie będzie potrzebne, ponieważ nigdy nie stworzą tego typu sytuacji w swoim życiu. Potem intencje stają się coraz gorsze, aż do momentu kiedy żadne poświęcenie nie pomoże.
Te dwa ekstrema są bardzo proste, prawdziwa zabawa zaczyna się jednak pomiędzy nimi.

Poświęcisz się?
A może nie?
Dasz rybę czy wędkę?
A może zapas ryb?
A może tylko będziesz łowić, pozwalając aby inni głodni zobaczyli to i poszukali własnych wędek?

Poświęcisz się aby nie być nieludzkim?
A może w niektórych przypadkach nieludzki oznacza... Boski?

skomentuj (6)

oficjalne przeprosiny & porywające emocje 2005-06-20 18:41:50

Baardzo dużo czasu upłynęło...
No tak, po co mam prowadzić publicznego bloga skoro nic tu dla publiczności nie umieszczam? :P

Przerywamy ciszę aby przekazać państwu specjalne obwieszczenie.
Ostatni brak programu spowodowany jest zarówno wymianą sprzętu na bardziej czuły, jak i trudnościami technicznymi jakie przechodzi nasza stacja (polegające na waleniu w tenże sprzęt wielkim młotem -- uroki człowieczeństwa ;). Obiecujemy wznowić nadawanie programu tak szybko jak to możliwe, czyli w rzeczywistości nie obiecujemy nic, i bardzo słusznie ;)
A teraz wracamy do standardowego, ahem, programu.

Ale nie piszę tego tylko ze wstydu że tak długo siedziałem cicho :)
Właśnie wyczytałem coś bardzo odkrywczego w książce "Serce duszy" G. Zukava (heh, a czy tam jest coś nieodkrywczego?)
Mianowicie że silne przeżywanie emocji jest taką samą ucieczką przed nimi jak ucieczka w pracę, intelektualizm czy znieczulanie się. Dla mnie, jako człowieka który większość życia stosował ostatnią metodę, było to jak kubeł zimnej wody. Zwłaszcza na wyobrażenia o tym jak wspaniali są ludzie silnie emocjonalni.
Absurd?
Człowiek intensywnie przeżywający emocje nie stawia im czoła, on się im poddaje. Jeśli to są bolesne emocje to owszem bolą, ale wytrzymanie tego bólu wymaga mniejszej odwagi niż obserwacja ich i autentyczne zgłębianie. Prąd emocji, choć silny, jest znany, a tego nie można powiedzieć już o ich głębi. A może tam czai się jeszcze większy ból? Albo coś bardziej wstydliwego, wywołującego nasz strach, z czym na pewno nie chcielibyśmy mieć doczynienia?
Odpowiedź: tak właśnie jest. Gdybyśmy się tego nie bali, tych emocji już by nie było.
Dodatkowo silne przeżywanie emocji tworzy pozory głębi, choć prawdziwa głębia jest poza naszym zasięgiem, zamknęliśmy się przed nią w bezpiecznym i znanym sztormie.

Pomyśl nad tym następnym razem, gdy emocje całkowicie cię pochłoną.
I zrób krok w tył, i przyjrzyj się im :)

skomentuj (7)

rozmowa z oświeconym 2005-03-14 18:58:50

Leżałem i zastanawiałem się: jakby to było spotkać oświeconego właśnie w tej chwili? Gdyby na przykład opiekun duchowy zmaterializował się w moim pokoju, czy rozwiałoby to moje aktualne wątpliwości? Jak wpłynęłoby na mnie takie wydarzenie?
Załóżmy że nagle pojawia się jakaś nieziemsko piękna postać. Hm, nie, chyba nie musiałby być nieziemsko piękny, ale na pewno miałby coś w sobie, jakąś jasność i światło. Załóżmy że siada na moim krześle...
Poczułem zmianę w energii, jakby rzeczywiście tam się znajdował. Najwyraźniej obyło się bez materializacji, bo nikogo nie widziałem. Czując się trochę głupio, szturchnąłem powietrze na wysokości jego uda -- nic. Wyobraziłem więc sobie że tam jest i nawiązałem rozmowę.
- Dobrze więc, co by się stało gdybym ciebie spotkał? Czy zmieniłoby się moje życie? Co mógłbyś mi powiedzieć?
- Nic - odpowiedział nonszalancko.
- Bez przesady, z pewnością miałbyś jakieś wspaniałe odpowiedzi na moje pytania?
Gdy tylko zaczął mówić, skoczyłem po notatnik -- to zbyt cenne aby miało się zmarnować!
- Nie mógłbym nic ci powiedzieć, bo nie masz odpowiednich pytań. Czy czujesz tę olbrzymią różnicę między odpowiedzią z intuicji a ujętą w słowach? Poza tym uwierzyłbyś mi dlatego, że uznałbyś mnie za autorytet, a to uniemożliwiłoby ci osobiste poznanie prawdy. Lepiej jest zadawać pytania wszechświatowi.
Zadałem pytanie w stylu "co jeszcze" -- nie pamiętam go dokładnie, bo wolałem słuchać w tej rozmowie.
- Mówiłbym w jakiś konkretny sposób. Czy nie przeszkadzało ci nigdy, że pewne osoby powoływały się na słowa pochodzące z różnych channelingów jako na prawdy objawione? Albo analizowały tych słów znaczenie? Tu gdzie jestem nie posługujemy się słowami i, biorąc pod uwagę że tu właśnie zmierzasz, nie byłoby korzystne abyś od nas je słyszał.
Zaśmiałem się wewnętrznie.
- Więc ta rozmowa się nie dzieje, skoro zaprzecza samej sobie?
- Dzieje się właśnie teraz. Ale nie dyktuje ci tego żaen głos -- sam ujmujesz w słowa przychodzące do ciebie inspiracje. Pochodzą one od doskonalszej wersji ciebie, i tylko ty potrafisz zrozumieć je w pełni.
Musiałem się z nim zgodzić. Czułem się współtwórcą tych słów, ale w senie bycia na pewnym poziomie tłumaczem, przekładającym je na język doskonale dla mnie zrozumiały.
- Te słowa innyc mogą co najwyżej zainspirować do odnalezienia tych samych odpowiedzi w sobie. Nie ma przecież możliwości, abyś oddał ten stan olśnienia, w którym teraz jesteś, spisując w kołonotatniku przychodzące inspiracje, a właśnie o ten stan chodzi. Umieszczając zapis rozmowy w internecie będziesz mógł co najwyżej liczyć, że wywołasz w innych właśnie taki stan. Podobnie jak ja mówię różne rzeczy, aby wywołać przebłyski świadomości i zrozumienia -- czyste idee. Idee zaś można postrzegać tylko intuicyjnie.
Zdecydowanie dobrze wychodziły mu te słowa -- olśnienia rozbłyskiwały średnio co drugie zdanie. Chciałem poruszyć jeszcze kilka rzeczy...
- Ale czy w twojej fizycznej obecności nie czułbym rozkoszy i błogości?
- Spotykałeś już wysoko rozwiniętych ludzi. Jak czułeś się przy nich?
- Hmm... Dostrojony do samego siebie, pełny światła, otwarty na idee płynące z wnętrza... Ale to był stan podwyższonej świadomości i uważności, nie jakaś nieprzytomna rozkosz...
- Właśnie. A na pewnym poziomie dokładnie tego chcesz -- aby jakiś kosmiczny rodzic wziął za ciebie odpowiedzialność. Nie na tym polega bycie bożym dzieckiem, bo ta potrzeba wynika tylko z lęku że możesz sobie nie poradzić. Boże dziecko przeżywa rozkosz, ale ta rozkosz wynika z jego świadomości, a nie jest tylko ulgą zo powodu zaspokojenia lęku.
- A ponieważ tego stanu mogę doświadczyć również teraz, zapisując to wszystko, to twoja materialna obecność nie jest mi potrzebna... Rozumiem :)

I w tym momencie rozszczekała się Suńka (co ostatnio rzadko jej się zdarza), a mój fikcyjnie zmaterializowany oświecony wyparował ze swojego krzesła. Pozostawił za sobą tylko pewność, że tak łatwo jest sięgnąć w głąb siebie po odpowiedzi, oraz odczucie po spotkaniu bratniej duszy -- bo zdecydowanie taką był, nawet najbardziej z nich wszystkich :)

skomentuj (9)

odnaleźć się w świecie 2005-03-12 13:10:58

Oto przepis na odnalezienie siebie w świecie. Poniekąd działa też w odniesieniu do ludzi, ale na ten temat będzie niedługo osobna notka. Niech was inspiruje :)

Kim jestem?
To jedno z najważniejszych pytań jakie możesz sobie zadać. Im bardziej będziesz zbliżał się od odpowiedzi przechodząc przez kolejne role, z którymi się utożsamiałeś, zauważysz że jest ona podobna u wszystkich ludzi. Odpowiedź na to pytanie motywuje do rozwoju.
Wtedy zadasz kolejne równie waże pytanie:
Jaki jestem?
Co mnie różni od innych ludzi, kiedy odrzucę już role? Jaki moja esencja ma kolor, jaką fakturę i konsystencję? Czemu inną? Co daje mi spełnienie? Do czego najlepiej się nadaję? Jaki dla siebie mam stworzyć świat? I wiele innych...
Odpowiedzi na te pytania pozwolą ci ukierunkować twój rozwój. Co ważniejsze zaś, kiedy nauczysz się czuć siebie będziesz miał doskonały kompas na temat całego otaczającego cię świata. Nie musisz bowiem go znać, wystarczy że znasz siebie i widzisz jak działają na ciebie różne okoliczności, lektury, osoby. Czy wprowadzają harmonię? Czy rezonują z twoją istotą? Czy czujesz się z nimi lekko, jasno i przyjemnie? Jeśli tak to znaczy że nie tylko są dobre -- ale i są dobre szczególnie dla ciebie.
Koncentruj się możliwie często na tym poczuciu siebie, na swojej najwyższej radości, miłości i szczęściu, bo nie tylko jest to kompas ale i magnes, który przyciągnie do ciebie wszystko co z tobą harmonizuje. A gdy wystarczająco długo będziesz go kontemplował, zrozumiesz również cel swojego życia tutaj (tego konkretnego życia) i zaczniesz go realizować.
Kontemplacja nie oznacza tylko siedzenia w medytacji, czy długich biernych spacerów pełnych przemyśleń. Staraj się, aby wszystko co robisz brało się z ciebie, miało twoją konkretną nutkę -- nawet jeśli możesz ją odczuć tylko przy robieniu tego (np. sprzątając czy robiąc coś, co w założeniu ma być identyczne jak inne egzemplarze/działania tego typu). Możesz odnaleźć swoją esencję w wielkich rzeczach, jak plany na całe życie, lub rzeczach małych czy całkowicie malutkich (np. ulubiony zapach płynu do kąpieli czy nawet ułożenie rzeczy na biurku :) -- wszystko, co powoduje że czujesz się bardziej sobą, lżejszy, radośniejszy w ten szczególny sposób.
To niekoniecznie zadziała od razu. Czasem potrzeba dni aby otrzymać pierwszą podpowiedź, czasem może więcej. Ale podpowiedzi i wskazówki otrzymasz na pewno -- po prostu słuchaj :)
Pamiętaj też, że jesteś odpowiedzialny za to co przyciągasz, a przyciągasz to, co wysyłasz. Jeśli więc twoje poczucie esencji będzie zanieczyszczone emocjami, np. walki, tęsknoty, zagubienia, to te rzeczy również się pojawią, choć nie mają nic wspólnego z twoim doskonałym celem. Po prostu sam je przyciągnąłeś, ponieważ w jakiś sposób wydały ci się atrakcyjne. Od ciebie też zależy co z nimi dalej zrobisz. Często rezultat okaże się w końcu bolesny lub conajmniej męczący, to jednak też jest dobre, bo dzięki temu masz okazję otrząsnąć się i to zmienić.

CDN (część druga nastąpi ;)

skomentuj (3)

niedawno dowiedziałem się, że 2005-02-09 14:13:22

"Człowieka bez marzeń i czołg nie poruszy.
Człowieka z marzeniami i czołg nie powstrzyma."

skomentuj (1)

cóż, mężczyzna nie płacze 2005-01-07 19:14:35

Cóż

Cóż, mężczyzna nie płacze. Tego się uczyłem
Od samego dzieciństwa. Coraz bardziej sucho
Miałem pod powiekami. I wzrok był ostrzejszy
I oddech spokojniejszy i świat jakby mniejszy
I mój głos w świecie nie brzęczał tak krucho
Cóż, mężczyzna nie płacze - bo zna swą bezsiłę
Uczy się milknąć i w ciemność odchodzić
Przyjaciół nie mieć, z wrogami się godzić

I tęsknić za łzą jedną co by z bożą łaską
Popłynęła mu z oczu zamiast ziaren piasku.

(Ernest Bryll)

To nie w temacie mojego samopoczucia, ale jak mądry to wiersz wie każdy, kto nie umie płakać.

skomentuj (7)

God-shaped hole 2004-11-06 16:22:02

"Every point of view has another angle
And every angle has its merit
But it all comes down to faith
Thats the way I see it

You can say that love is not divine and
You can say that life is not eternal
"All we have is now"
But I don't believe it

There's a God-shaped hole in all of us
And the restless soul is searching
There's a God-shaped hole in all of us
And it's a void only he can fill

Does the world seem gray with empty longing
Wearing every shade of cynical
And do you ever feel that
There is something missing?

There's a God-shaped hole in all of us
And the restless soul is searching
There's a God-shaped hole in all of us
And it's a void only he can fill
"


A wszystkim którzy nie widzieli jeszcze, polecam Bruce'a Wszechmogącego -- przetrzymał u mnie rzadki test dwukrotnego obejrzenia z zachowaniem inspiracji. No i momentami jest taki ciepły :)

GOD BEE GOOD HONEY :D

skomentuj (0)

dobry scenariusz 2004-10-22 15:28:40

"... jeśli ze scenariusza można wyjąć jakąś scenę bez straty dla całości - należy ją wyrzucić. Jeżeli można wyjąć jakiś dialog albo postać, nie zmieniając wymowy filmu, to znaczy, że ten dialog, czy ta postać są po prostu niepotrzebne i należy je wywalić. Dobry scenariusz powinien stanowić zwartą strukturę nie do ruszenia. Z dobrego scenariusza nie można wyjąć ani literki, bo inaczej całość się zawali."
(P. Wereśniak)

Tak naprawdę to wspaniały pomysł na życie.

skomentuj (0)

you speak my language 2004-10-20 10:01:34

"All around the world
Everywhere I go
No one understands me
No one knows
What I'm trying to say

Even in my hometown
My friends make me write it down
They look at me when I talk to them
And they shrug their shoulders
They say what's he talking about"

(Collective Soul - "You Speak My Language")

Czy chcesz aby ktoś cię zrozumiał?
A czy rozumiesz sam siebie?
Przecież nikt nie będzie ci bliższy niż ty sam.

skomentuj (0)

time to pray 2004-10-19 13:05:52

I got up early in the morning
and rushed right into the day
I had so much to accomplish
that I didn't have time to pray.

problems just tumbled around me.
and heavier came each task.
"why doesn't God help me ?" I wondered
he answered: "You didn't ask".

I wanted to see joy and beauty
but the day toiled on gray and bleak.
I wondered why God didn't show me.
He said : "but you didn't seek".

I tried to come into God's presence:
I used all my keys at the lock.
God gently and lovingely guided,
"My child you didn't knock".

I woke up early this morning
and paused before entering the day,
I had so much to accomplish
That I had taken time to pray..."


(Autor nieznany.)

skomentuj (2)

POSŁANIE DLA NADWRAŻLIWYCH 2004-10-15 18:46:53

Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
Za waszą czułość w nieczułości świata,
Za niepewność wśród jego pewności.
Za to, że odczuwacie innych tak,
Jak siebie samych,
Zarażając się każdym bólem.
Za lęk przed światem,jego ślepą pewnością,
Która nie ma dna.
Za potrzebę oczyszczania rąk
Z niewidzialnego nawet brudu ziemi.
Bądźcie pozdrowieni...
Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
Za wasz lęk przed absurdem istnienia
I delikatność niemówienia innym tego,
Co w nich widzicie,
Za niezdarność w rzeczach zwykłych
I umiejętność obcowania z niezwykłością.
Za realizm transcendentalny
I brak realizmu życiowego,
Za nieprzystosowanie do tego, co jest,
A przystosowanie do tego, co być powinno.
Za to, co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
... ukryte w was
Bądźcie pozdrowieni!
Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
Za waszą twórczość i ekstazę,
Za wasze zachłanne przyjaźnie, miłości i lęk,
Że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Bądźcie pozdrowieni
Za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was),
Za to, że chcą was zmienić, zamiast naśladować,
Że jesteście leczeni, zamiast leczyć świat,
Za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę.
Za niezwykłość i samotność waszych dróg.
Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi!

(Kazimierz Dąbrowski)

skomentuj (1)

"Dla Boga 2004-10-14 14:45:32

jesteś tak ważny, jakby nikogo innego nie było na świecie."

skomentuj (2)

odpowiedzialność 2004-10-12 18:13:28

"Od kiedy to Bóg kreuje nasze życie?"

skomentuj (1)

Aby nauczyć się czegokolwiek 2004-09-15 14:54:52

musisz odrzucić
bezpieczeństwo swojej ignorancji.


("Poradnik mesjasza")

skomentuj (1)

dzień MOŻE istnieć bez nocy 2004-09-11 17:36:13

Dodatkowe olśnienie, które przyszło do mnie pod wpływem tej książki (i raczej jest bardzo niezgodne z intencjami autora ;)

"Są ludzie wierzący i niewierzący. Ci pierwsi, w swoim mniemaniu są lepsi. Ale co to za lepszość, która potrzebuje tła w postaci tych gorszych - niewierzących. Gdyby nie ci niewierzący, nie można by mówić o wierzących, określenia te by nie istniały."
No właśnie, nie istniałyby tylko te OKREŚLENIA.
"Można o sobie powiedzieć: Jestem dobry", ale to tylko pól prawdy. Druga jej część mówi, że dzieje się tak dlatego, iż gdzieś tam są ci źli, zdegenerowani, zepsuci."
A gdyby ich nie było? Wtedy nadal byłbym dobrym, tylko najzwyczajniej w świecie o tym nie wiedział. NIE OCENIAŁBYM SIEBIE na tej podstawie. Czy cokolwiek zmieniłoby się w moim zachowaniu, lub w tym co daję innym?
"Wielka, porywająca mądrość by nie istniała, gdyby nie było tła w postaci miernoty i głupoty."
A to już nie jest prawda. Mądrość, czyli pojmowanie procesów, istniałaby nadal, tylko nikt nie wychwalałby mędrców.

"Ryby nie mają określenia na wodę", ale to nie zmienia faktu że potrzebują jej do życia. I żyją sobie w niej równie dobrze, niezależnie od tego, czy ktoś wyciągnął je z wody pokazując im "niezbędny" negatywny biegun, czy nie. I to takie proste, wszystko rozbija się o ocenianie i porównywanie, w żaden sposób nie zahaczając nawet o naturę rzeczy. Miłość jest. Gdyby nie było lęku, ona sama istniałaby nadal, tylko ludzie przywiązani do intelektu nie mogliby powiedzieć "O, to jest miłość, a tamto drugie to jest lęk."
Zabawa w negatywny biegun nie jest żadnym kosmicznym prawem a po prostu szkółką dla opornych, którzy nie potrafią docenić tego, co już mają. W dodatku opiera się tylko na pamięci i wspomnieniach (a więc intelekcie), nie na prawdziwym poznaniu. Jeśli jestem lekko najedzony, czuję się dobrze i to jest naturalne. Mogę przypomnieć sobie jak to było kiedy byłem głodny, ale to będzie już kombinowanie, a nie coś płynącego z wnętrza mojej istoty. Może dzięki niemu poczuję się lepiej, ale będzie to tylko odczuwane umysłem.

Mądrość JEST.
Miłość JEST.
Życie JEST.
Bóg JEST.
Niezależnie od wszystkiego.

skomentuj (0)

duchowość & samotność 2004-09-11 17:34:24

Czyli dwa fragmenty ze znalezionej na kippinie książeczki "Sen Brahmy".

Dla początkujących:
"Z początkiem wejścia na tzw. drogę wiążą się bolesne doświadczenia, które każdy z różnym natężeniem musi przeżyć. Gdy wkracza się na drogę, zbacza się z kierunku, w którym podążają prawie wszyscy, powoli, krok po kroku, stając się innym. A inni nigdy nie znajdowali poklasku. Trzeba być przygotowanym na coś, co na pewno się stanie. Będzie to narastające osamotnienie, bo wokół brak będzie zrozumienia. Nikt cię nie poklepie po plecach i nie powie: dobrze robisz, idź dalej, to wartościowe, może kiedyś to, co odkryjesz, będzie pomocne i dla mnie."
Zwłaszcza to ostatnie zdanie zabrzmiało bardzo humorystycznie ;)

Dla zaawansowanych:
"Idąc pod górę spotkać można różne obozy. Mieszkający w nich ludzie twierdzą, że tu droga się kończy. Oto dotarli oni do szczytu i teraz, co najwyżej, można okopać teren dookoła obozu i spocząć w zadowoleniu. Podążanie dalej mija się z celem, ponieważ dalsza droga nie istnieje. Gdyby jednak komuś udało się w jakiś sposób wydostać poza teren obozu, to czekać go mogą dwa odkrycia. Pierwszym będzie to, że droga wcale nie miała końca i gdzieś dalej istnieją również obozy. Są mniej liczne i mniej dostępne, ale są. Drugim odkryciem, szczególnie bolesnym, będzie zrozumienie, iż utraciło się poważanie i sympatię dawnej grupy. Jest się już tylko tym, który zbłądził, a przecież już trzymał całą prawdę za stopy."

skomentuj (0)

* 2004-09-08 10:07:35

"Miłość wymaga wszystkiego - i ma do tego prawo."
Ludwig van Beethoven

skomentuj (1)

. 2004-08-11 08:47:01

Albo odnajdziemy drogę,
albo ją zbudujemy.

(Hannibal)

skomentuj (1)

Proszę usłysz czego nie mówię 2004-08-09 12:58:39

Proszę usłysz czego nie mówię

Nie daj mi cię oszukać.
Niech cię nie zwiedzie twarz którą noszę,
Bo noszę maskę, noszę tysiąc masek,
masek, które boję się zdjąć,
i żadna z nich nie jest mną.
Udawanie to sztuka będąca moją drugą naturą,
lecz nie daj się oszukać
na miłość boską nie daj się oszukać.

Daję ci wrażenie, że jestem bezpieczny,
że wszystko we mnie jest słoneczne i gładkie,
w środku jak i na zewnątrz,
że pewność się nazywam i w opanowanie grywam,
że wody są spokojne a ja dowodzę,
i ze nie potrzebuję nikogo,
ale nie wierz mi.


Moja powierzchnia może wydawać się gładka,
ale moja powierzchnia jest moją maską,
różnorodną i nadukrywającą.
Pod nią nie ma zadowolenia z siebie.
Pod nią jest zamęt, i lęku, i samotność,
Lecz to ukrywam. Nie chcę by ktokolwiek o tym wiedział.
Dlatego tak gorączkowo tworzę maskę by się za nią ukryć,
nonszalancką, skomplikowaną fasadę,
by pomogła mi udawać,
by osłoniła mnie przed spojrzeniem, które wie.

Lecz właśnie takie spojrzenie jest mym zbawieniem, moją
jedyną nadzieją
i wiem o tym.
To znaczy, jeśli podąży za nim akceptacja,
jeśli podąży za nim miłość.
To jedyna rzecz która zdoła wyzwolić mnie od samego
siebie,
od moich własnoręcznie zbudowanych więziennych murów,
od barier które wznoszę tak starannie.
To jedyna rzecz, która zapewni mnie
o czym nie mogę zapewnić się sam:
że naprawdę jestem coś wart.
Ale nie mówię ci tego. Brak mi odwagi, boję się.
Boję się że za twoim spojrzeniem nie podąży akceptacja,
nie podąży miłość.
Boję się że będziesz o mnie gorzej myśleć,
że będziesz się śmiać, a twój śmiech zabiłby mnie.
Boję się że w głęboko w środku jestem niczym,
i że zobaczysz to i odrzucisz mnie.

Tak więc gram w moją grę, moją desperacką grę pozorów,
z fasadą pewności na zewnątrz,
i drżącym dzieckiem wewnątrz.
I tak rozpoczyna się parada masek,
I moje życie staje się frontem walki.
Mówię wszystko co naprawdę jest niczym,
a nic o tym, co jest wszystkim,
o tym co płacze we mnie.
Więc, kiedy odgrywam swoją rutynę,
proszę nie daj się zwieść temu co mówię.
Proszę słuchaj uważnie i spróbuj usłyszeć to czego nie
mówię,
a co chciałbym móc powiedzieć,
co dla przetrwania muszę powiedzieć,
lecz nie mogę powiedzieć.

Nie lubię się kryć.
Nie lubię grać w sztuczne fałszywe gry.
Chcę przestać w nie grać.
Chcę być prawdziwym i spontanicznym i mną
ale musisz mi pomóc.
Musisz wyciągnąć swoją dłoń,
nawet kiedy to ostatnia rzecz jakiej zdaje się
potrzebować.
Tylko ty możesz zmazać z moich oczu
puste spojrzenie oddychającego trupa.
Tylko ty możesz przywołać mnie do żywości.
Za każdym razem, gdy jesteś łagodny, i delikatny, i
zachęcający,
za każdym razem, gdy starasz się zrozumieć ponieważ
naprawdę ci zależy,
moje serce zaczyna rozwijać skrzydła--
bardzo małe skrzydła,
bardzo wątłe skrzydła,
ale skrzydła!

Twoją mocą, by dotknięciem wzbudzić we mnie czucie
możesz tchnąć we mnie życie.
Chcę abyś to wiedział.
Chcę abyś wiedział jak ważny jesteś dla mnie,
jak możesz być twórcą -- z całym szacunkiem dla Boga --
osoby która jest mną,
jeśli postanowisz.
Tylko ty możesz zburzyć mur za którym drżę,
tylko ty możesz zdjąć moją maskę,
tylko ty możesz uwolnić mnie z mojego cienistego świata
paniki,
z mojego samotnego więzienia,
jeśli postanowisz.
Proszę, postanów.

Nie przechodź obok mnie.
Nie będzie to dla ciebie proste.
Długie przekonanie o bezwartościowości buduje silne mury.
Im bliżej podejdziesz do mnie,
tym bardziej na oślep mogę atakować.
To irracjonalne, ale mimo tego co mówią o człowieku
książki,
często jestem irracjonalny.
Walczę przeciw temu, za czym wołam.
Ale mówiono mi, że miłość jest silniejsza niż silne mury
i w tym jest moja nadzieja.
Proszę spróbuj zburzyć te mury mocnymi dłońmi,
lecz delikatnymi dłońmi,
bo dziecko jest bardzo wrażliwe.

Kim jestem, możesz się zastanawiać.
Jestem kimś kogo znasz bardzo dobrze.
Bo jestem każdym mężczyzną, jakiego spotykasz
i jestem każdą kobietą, jaką spotykasz.

Charles C.Finn

skomentuj (3)

impossible (bullshit incl'd) 2004-08-01 20:43:20

"Ludzie, którzy twierdzą, że coś jest niemożliwe, nie powinni przeszkadzać tym, którzy właśnie to robią." (Henry Ford)

skomentuj (1)

"Miłość to twój naturalny stan. 2004-08-01 20:41:00

Jeśli nie czujesz potężnego uczucia miłości, coś nie jest w równowadze." (the Daily Guru)

How's that for normal? :D

skomentuj (0)

pożądanie, potrzeba, zaspokojenie 2004-07-17 18:27:20

Też nie wiem gdzie to wygrzebałem, pewnie na forum CUD:
"Pożądanie jest nierzeczywiste. A więc nie może być zaspokojone. Ludzie starają się zaspokoić pożądania, ale bezskutecznie, jedynie męczą się i cierpią. Pożądanie jest zastępstwem za potrzebę, która została wyparta, zapomniana, niezaakceptowana. Pożądanie wzmaga emocje.

Potrzeba jest naturalna. Może być zaspokojona i to najczęściej w bardzo prosty sposób. Po zaspokojeniu potrzeby pojawia się odczucie zaspokojenia. Zaspokojenie przynosi spokój. "

skomentuj (0)

mamy w sobie 2004-07-17 18:25:56

Mamy w sobie miłość.
Mamy w sobie radość.
Mamy w sobie szczęście.
Mamy w sobie Boga.
Mamy też moc kreacji.
Czego nam więcej potrzeba?

Świat zewnęrzny nie ma nam nic do zaoferowania!


skomentuj (5)

...in the eye of the beholder 2004-07-16 19:10:27

Już nie pamiętam gdzie tę przypowiastkę znalazłem:
Pewien człowiek pragnął oświecenia. Napotkany Mistrz kazał mu (działo się to w czasach współczesnych) usiąść na gruzowisku w rozwalającym się domu i medytować. Siedział, opadały na niego kawałki gruzu i nieczystości z wyższego piętra, gdzie były również rozpadające się urządzenia sanitarne.
Siedział takwytrwale, aż nieczystości go pokryły prawie całkowicie. Przeszło koło niego dwóch ludzi i jeden zapytał się drugiego: "Kto to?". Drugi odpowiedział: "Niektórzy mówią, że to święty, a inni, że kupa gówna".
Gdy on to usłyszał, doznał oświecenia.

skomentuj (1)

przyjdź 2004-07-12 15:25:47

Przyjdź...

Przyjdź, przyjdź kimkolwiek jesteś
W tej karawanie nie zaznasz rozpaczy
W tej karawanie nie ma rozpaczy.

I jeśli nawet złamałeś swoje ślubowania
Być może dziesięć tysiący razy.
Przyjdź, przyjdź, przyjdź raz jeszcze.


I ty zagubiony, kochający porzucania
Przyjdź, przyjdź raz jeszcze.
W tej karawanie nie zaznasz rozpaczy
W tej karawanie nie ma rozpaczy.
(Rumi)

skomentuj (2)

Księga Gości